Moja historia z pieluchowymi tortami zaczęła się w zeszłym roku przed chrzcinami Filipka - jako prezent.
Tydzień później miałam kolejną okazję do przygotowania kolejnego tortu, również z okazji chrzcin - tym razem Aleksandra, synka naszych znajomych.
Następnie na prośbę mojej przyjaciółki Zosi zrobiłam tort dla Jacusia. Mąż Zosi - Dominik podarował go w prezencie z okazji chrztu.
Czwarty tort na pamiątkę otrzymała Molly, córka znajomych, którzy po trzech latach pobytu w Polsce powrócili do swojego rodzinnego kraju - Irlandii.
Ostatni tort był prezentem z okazji 1-wszych urodzin Marcela, syna mojej przyjaciółki Edyty.
Dla kogo będzie następny?........zobaczymy, ale na pewno podzielę się tym z Wami.
Dziękuję za odwiedziny i pozdrawiam cieplutko.
Dziękuję za odwiedziny i pozdrawiam cieplutko.



Świetne prezenty i jakże praktyczne :) Tylko czy nie szkoda ich "skonsumować"? ;)
OdpowiedzUsuń